Matura się kończy, napięcie powoli schodzi, można wreszcie odespać te wszystkie poranki, podczas których człowiek wstawał z poczuciem, że za chwilę wydarzy się coś ważnego. Przez wiele miesięcy wszystko było dość jasne. Trzeba było się przygotować, zdać, przejść przez kolejne egzaminy, zrobić najlepiej tyle, ile się da.
A potem nagle robi się dziwnie cicho. Nie dlatego, że przestają padać pytania. Wręcz przeciwnie. Dopiero wtedy zaczynają padać naprawdę często. „I co dalej?”, a może – „Gdzie składasz papiery?” czy też „Masz już wybrane studia?”
I bardzo wiele osób, nawet tych naprawdę mądrych, ambitnych, świetnie przygotowanych do matury, ma w głowie jedną odpowiedź, którą w takich momentach woleliby zachować dla siebie – „Nie wiem”.
Czasem to „nie wiem” oznacza, że pomysłów jest za dużo. Psychologia, biznes, projektowanie, coś związanego z ludźmi, może marketing, może prawo, może wyjazd za granicę, a może jeszcze coś, czego nie udało się nawet dobrze nazwać. Czasem oznacza coś odwrotnego. Pustkę. Żadnego kierunku, który wydawałby się naprawdę własny. Tylko rosnące poczucie, że wszyscy inni już wiedzą, już wybrali, już mają plan.
Wtedy najczęściej pojawia się pytanie: jak wybrać studia po maturze?
I właśnie tutaj, naprawdę wielu młodych ludzi zaczyna od niewłaściwego miejsca. Zaczyna od listy kierunków, progów punktowych, uczelni, miast, rankingów, opinii znajomych i rodzinnych rad. To wszystko oczywiście ma znaczenie. Problem w tym, że bardzo często zaczynamy układać drogę, zanim w ogóle zastanowimy się, dokąd chcemy dojść.
A przecież studia nie są celem samym w sobie. Są jednym z etapów drogi. Mają do czegoś prowadzić. Do pracy, w której będziesz naprawdę się realizować. Do życia, które będzie Twoje. Do codzienności, z której nie będziesz uciekać tylko dlatego, że kilka lat wcześniej Twój wybór padł na coś, co dobrze wyglądało na papierze.
Pierwszy błąd: wybierasz następny krok, zamiast pomyśleć, dokąd chcesz dojść
Mam przed oczami rozmowę z dziewczyną świeżo po maturze. Była bardzo dobrze przygotowana. Miała otwarte strony kilku uczelni, porównane programy studiów, zapisane terminy rekrutacji. Wiedziała, gdzie są najwyższe progi, co daje jakie możliwości, czym różni się jedna specjalizacja od drugiej. Wykonała naprawdę solidną pracę przed naszym spotkaniem
A jednak im więcej miała informacji, tym mniej była pewna decyzji. Mówiła o kilku kierunkach. Każdy miał jakiś sens. Każdy był „w miarę dobry” i mógł być rozsądną odpowiedzią na pytanie, które od tygodni słyszała od wszystkich dookoła.
W pewnym momencie jednak zapytałam ją, jak wyobraża sobie swoje życie za dziesięć lat. Nie pytałam o stanowisko, zawód, czy ile chciałaby zarabiać. Zapytałam o zwykły wtorek. O której chciałaby wstawać. Czy bardziej wyobraża sobie siebie wśród ludzi czy raczej w skupieniu, nad własnym zadaniem. Czy woli przewidywalność, jasne zasady i spokojny rytm, czy życie, w którym dużo się dzieje, dużo się zmienia i czasem trzeba po prostu wejść w coś, czego jeszcze się nie zna.
Pamiętam tę ciszę. Długą i jednocześnie bardzo prawdziwą. Bo młody człowiek bardzo często potrafi powiedzieć, jakie studia rozważa. Potrafi nawet uzasadnić, dlaczego dany kierunek wydaje się rozsądny. Ale dużo rzadziej ktoś pyta go o to, jakiego życia właściwie szuka. A przecież to jest najważniejsze pytanie.
Możesz przez wiele godzin analizować połączenia kolejowe, ceny biletów i rozkłady jazdy. Możesz wiedzieć, z którego peronu odjeżdża pociąg i ile trwa podróż. Tylko dopóki nie wiesz, dokąd chcesz jechać, żadna z tych informacji nie przybliża Cię do decyzji.
Tak samo jest ze studiami. Kierunek ma znaczenie. Uczelnia ma znaczenie. Miasto ma znaczenie. Ale dopiero wtedy, kiedy najpierw zadasz sobie pytanie: do jakiego życia mają mnie te studia doprowadzić?
Drugi błąd: wybierasz to, co przychodzi Ci łatwo, i uznajesz, że to już jest plan na życie
Kilka tygodni wcześniej rozmawiałam z chłopakiem, który był zupełnym przeciwieństwem tej dziewczyny. On nie miał siedmiu pomysłów, tylko jeden, bardzo konkretny. Od dawna dobrze radził sobie z matematyką. Przedmioty ścisłe nie sprawiały mu większych trudności, nauczyciele powtarzali, że ma do tego głowę, a rodzina była spokojna, bo w ich oczach wszystko układało się logicznie. Politechnika. Jakiś kierunek techniczny. Inżynieria. Może informatyka.
Nie było w tym nic złego. To naprawdę mogła być dobra droga. Tylko że podczas rozmowy coraz mocniej miałam wrażenie, że on nie opowiada o swojej przyszłości, ale o rozwiązaniu zadania, które ktoś już wcześniej za niego rozpisał. Był dobry z matematyki, więc techniczne studia wydawały się oczywiste.
W pewnym momencie zapytałam go, co robi wtedy, kiedy nikt niczego od niego nie oczekuje. Nie wtedy, kiedy trzeba dostać dobrą ocenę. Nie wtedy, kiedy coś daje wynik czy kiedy jest „rozsądne”. Po prostu wtedy, kiedy ma wybór.
Najpierw wzruszył ramionami. Potem zaczął mówić. O podróżach. O ludziach. O tym, że potrafi godzinami rozmawiać z kimś, kogo dopiero poznał. O organizowaniu wspólnych wyjazdów, o pomysłach, które przychodzą mu do głowy, o tym, że najbardziej lubi moment, kiedy z chaosu nagle powstaje jakiś plan, a ludzie zaczynają działać razem. I pamiętam chwilę, w której sam się zatrzymał. Jakby po raz pierwszy usłyszał, że chłopak dobry z matematyki to tylko część jego historii.
Bo to, że coś przychodzi Ci łatwo, nie oznacza jeszcze, że chcesz poświęcić temu sporą część swojego życia. Możesz świetnie pisać rozprawki i nie chcieć pracować z tekstem. Możesz być bardzo dobry z biologii, ale nie odnajdywać się w świecie medycyny. Możesz mieć talent do liczb, a jednocześnie najbardziej ożywać wtedy, kiedy organizujesz ludzi, przekonujesz ich do pomysłu albo budujesz coś wspólnie.
Dobre oceny bywają czasem bardzo pomocne. Mogą pokazać predyspozycje, otworzyć drzwi, dać poczucie sprawczości. Ale bywają też pułapką, jeśli zaczynamy traktować je jak odpowiedź na wszystkie pytania.
Trzeci błąd: wybierasz nazwę kierunku, a nie codzienność, która za nią stoi
To jeden z tych błędów, których długo nie widać. Bo nazwy kierunków potrafią być bardzo kuszące. Psychologia brzmi jak ciekawa praca z ludźmi. Prawo jak prestiż, możliwości i poczucie wpływu. Marketing jak kreatywność. Biznes jak wolność. Informatyka jak przyszłość i bezpieczeństwo. Tylko że żadna z tych nazw nie pokazuje zwykłego wtorku.
Nie pokazuje, ile w danej pracy jest powtarzalności, odpowiedzialności, spotkań, dokumentów, presji czasu, konfliktów, liczb, odpowiedzi na maile, cierpliwości i konieczności uczenia się od nowa.
Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek straszyć. Każdy zawód ma swoją codzienność, której nie widać na pierwszej stronie folderu uczelni. Chodzi tylko o to, żeby nie zakochać się w wyobrażeniu, zanim pozna się rzeczywistość.
Kiedy zastanawiasz się, jaki kierunek studiów wybrać, nie pytaj wyłącznie: „Czy to brzmi ciekawie?”. Pytaj też: „Czy potrafię wyobrazić sobie siebie w świecie, do którego ten kierunek prowadzi?”. To są dwie bardzo różne rzeczy.
Czwarty błąd: mylisz cudze poczucie bezpieczeństwa ze swoim wyborem
Wiele decyzji edukacyjnych rodzi się nie z marzenia, ale z troski. Rodzice chcą dobrze. Chcą, żeby dziecko miało stabilność, bezpieczeństwo, dobre możliwości. Czasem podsuwają kierunek, bo sami widzą w nim coś pewnego. Czasem namawiają do studiów, które z ich perspektywy wydają się bardziej „konkretne” niż pasja, którą trudno wpisać w tabelkę. I to jest jak najbardziej wspierające. Tyle że cudze poczucie bezpieczeństwa nie zawsze jest tym samym, co Twoje poczucie sensu.
To nie znaczy, że trzeba odrzucać każdą radę. Przeciwnie. Warto rozmawiać, słuchać, sprawdzać argumenty dorosłych, którzy mają więcej doświadczenia i widzą rzeczy, których osiemnastolatek może jeszcze nie widzieć. Jednocześnie, na końcu tej drogi musi zostać miejsce na jedno bardzo uczciwe pytanie: „Czy ja naprawdę chcę tego dla siebie, czy chcę tylko przestać martwić innych?” Bo to są dwa różne wybory. I oba mają konsekwencje.
Piąty błąd: wybierasz kierunek tylko dlatego, że dziś „daje przyszłość”
Każde pokolenie miało swoje pewne zawody. Był czas, kiedy niemal wszyscy mówili o prawie. Potem o finansach. Potem o programowaniu. Dziś bardzo często słyszy się o sztucznej inteligencji, nowych technologiach, danych, cyberbezpieczeństwie.
I oczywiście warto, a nawet trzeba patrzeć na rynek pracy. Warto wiedzieć, które branże rosną, jakie kompetencje będą potrzebne, co się zmienia. Ignorowanie świata byłoby równie nierozsądne, jak wybieranie tylko pod kierunek, w którym wspomniany świat zmierza. Tylko że rynek pracy ma jedną cechę: potrafi zmieniać się szybciej, niż zdążymy przyzwyczaić się do kolejnego „pewnego kierunku”.
Dlatego wybór studiów wyłącznie dlatego, że dziś brzmią przyszłościowo, jest trochę jak kupowanie garderoby na całe życie na podstawie jednej prognozy pogody. Ważne jest to, aby patrzeć dalej. Nie tylko na to, co będzie potrzebne za kilka lat, ale też na to, w czym Ty będziesz mieć szansę rosnąć, uczyć się, utrzymywać ciekawość i rozwijać własną przewagę.
Bo świat się zmieni. A Ty zostaniesz sobą.
Szósty błąd: traktujesz wybór studiów jak wyrok na całe życie
Czasem trudno wybrać nie dlatego, że nie ma dobrych możliwości. Trudno wybrać, bo każda decyzja wydaje się ostateczna. I pojawiają się wątpliwości – „A jeśli się pomylę?”, „A jeśli wybiorę coś, stracę czas i zamknę sobie wszystkie inne drzwi?” To bardzo ludzki lęk. Zwłaszcza wtedy, kiedy wszyscy dookoła zachowują się tak, jakby wybór studiów miał przesądzić o całym życiu.
Nie przesądzi. Może otworzyć wiele drzwi. Może też pokazać, które drzwi wcale nie są Twoje. Może dać Ci wiedzę, kontakty, doświadczenia, nowe pomysły. Czasem nawet droga, która nie okazuje się tą właściwą, pozwala odkryć coś ważnego.
Ale to nie oznacza, że warto wybierać przypadkowo. Różnica polega na czymś innym. Nie szukasz decyzji idealnej i nieodwołalnej. Szukasz decyzji możliwie najbardziej świadomej na ten moment. Takiej, która opiera się na wiedzy o Tobie, a nie tylko na presji, strachu albo tym, co akurat mówią wszyscy.
Siódmy błąd: próbujesz odpowiedzieć sobie na wszystkie pytania bez porządnej wiedzy o sobie
To najbardziej podstępny z tych błędów. I jednocześnie ten, od którego zaczyna się większość pozostałych.
Można przeczytać dziesiątki artykułów o studiach. Można obejrzeć setki filmów o zawodach. Można zapytać rodzinę, nauczycieli, znajomych, nawet internetową społeczność, która chętnie podpowie Ci, co warto robić. Tylko że nikt z tych ludzi nie jest Tobą.
Nie wie dokładnie, jak reagujesz na presję. Co Cię napędza, a co odbiera energię. Czy najlepiej czujesz się wśród ludzi, czy wtedy, kiedy możesz skupić się samodzielnie. Czy potrzebujesz jasnych ram, czy raczej swobody. Czy wolisz tworzyć, analizować, organizować, rozwiązywać problemy, przekonywać, opiekować się, projektować, badać, budować.
A to właśnie te rzeczy później układają się w codzienność pracy.
Dlatego w Projekcie Kariera nie zaczynamy od prostego pytania: „Jaki zawód chcesz wybrać?”. Zaczynamy od człowieka. Od sposobu działania, osobowości, kompetencji społecznych, zainteresowań i preferencji zawodowych. Dopiero później przekładamy tę wiedzę na konkretne kierunki studiów, środowiska pracy i możliwe ścieżki zawodowe.
Nie po to, żeby ktoś wybrał za Ciebie. Po to, żebyś nie musiał wybierać w ciemno.
Jak wybrać studia po maturze, kiedy masz w głowie chaos?
Może właśnie tak:
- Najpierw wyobraź sobie życie, do którego chcesz dojść, nawet jeśli na razie widzisz je tylko bardzo niewyraźnie.
- Potem zastanów się, jak funkcjonujesz. Co przychodzi Ci naturalnie, co Cię męczy, w jakim środowisku jesteś sobą, a gdzie tylko próbujesz się dopasować.
- Dopiero później oglądaj kierunki, uczelnie, miasta, programy studiów i rekrutacje.
Ta kolejność naprawdę ma znaczenie. Bo wybór studiów nie zaczyna się od kliknięcia w formularz rekrutacyjny. Zaczyna się od momentu, w którym przestajesz pytać wyłącznie: „Gdzie mam złożyć dokumenty?” i zaczynasz pytać: „Co ma sens dla mnie?”.
Nie musisz wiedzieć wszystkiego. Wystarczy, że przestaniesz zgadywać.
Jeżeli jesteś po maturze i masz kilka pomysłów, ale nie umiesz wybrać, Projekt Kariera pomoże Ci je uporządkować.
Jeżeli nie masz jeszcze żadnego konkretnego pomysłu, też nie jesteś spóźniony. To właśnie jest moment, w którym warto się zatrzymać, zanim przypadkowy kierunek zamieni się w decyzję na kilka kolejnych lat.
A jeżeli masz już jeden wybrany kierunek, ale gdzieś z tyłu głowy pojawia się pytanie: „Czy to naprawdę moje?”, warto je potraktować poważnie.
Bo czasem jedno dobrze zadane pytanie na początku oszczędza bardzo dużo szukania później.



